Self-Publishing przebojem wchodzi na rynek (oraz co zrobić, żeby był to rynek polski)

Od paru tygodni prowadzę partnerską e-księgarnię z ofertą publikacji z Kindle Store. Dzięki temu mam okazję być na bieżąco z tym co nowego w świecie e-książki, jacy autorzy i jakie tytuły stają się popularne – i dlaczego.

Wśród bestsellerów w Kindle Store zwróciły moją uwagę książki nieznanej autorki, Amandy Hocking. Tak, nie chodzi o jedną książkę, ale od razu o całą trylogię Trylle (Switched, Torn, Ascend).

Dotarłem również do wpisu na jednym z blogów Steve Windwalkera (Kindle Nation Daily). Obliczył, że obecnie wśród 50 bestsellerów w Kindle Store aż 18 to książki wydane samodzielnie. Dla porównania, w marcu ubiegłego roku liczba książek od self-publisherów wynosiła zero.

Kim jest Amanda Hocking, oprócz tego, że jest self-publisherem? Jakim cudem zarabia kilkadziesiąt tysięcy dolarów miesięcznie? Ma 26 lat, napisała dobre książki w popularnej kategorii Young Adult i promuje je za pomocą mediów społecznościowych. Właściwie mógłby to być każdy, nawet w Polsce.

Otóż nie w Polsce. Między dwoma rynkami jest zbyt wiele różnic, a niestety jednym artykułem w Gazecie Prawnej self-publishingu w Polsce zrobić się nie da. Potrzebna jest codzienna praca u podstaw, ale i tak zyski dla autorów i platform wydawniczych raczej nie pojawią się szybko. Mimo to warto mieć determinację i nie rezygnować, zwłaszcza wtedy, gdy po paru miesiącach okaże się, że nie jest tak różowo jak zakładaliśmy.

Co trzeba zrobić? Poniżej parę podpowiedzi.

Dążyć do konsolidacji wysiłków

Wracam do tego tematu, bo rozproszenie jest jednym z hamulców każdego rozwoju, a niestety dotyka polskiego rynku e-książki w sposób wielowarstwowy.

Kilka miesięcy temu nikt nie pisał o self-publishingu (no może oprócz mnie, ale ja to robię po cichu na swoim blogu od dwóch lat), a teraz mamy już kilka platform, m.in. Virtualo.pl, Wydaje.pl, Poczytaj.to i Publixo.com. Wkrótce dołączą następne. Jeśli nałożymy na to rozproszenie oferty e-książkowej (dystrybutorów jest już kilkunastu), to zarówno czytelnicy jak i autorzy mają pełne prawo zadać pytanie: gdzie? Gdzie publikować? Gdzie kupować?

W USA sprawa jest oczywista. Jest Amazon i jest cała reszta. Kindle Store to dla self-publisherów kierunek numer jeden. Mogą znaleźć się w największej ofercie e-książkowej, co więcej łatwo dostępnej na różne urządzenia. Publikując w Kindle Store ma się pewność, że oferta dotrze do czytelnika w sposób najnowocześniejszy z możliwych. Nie ma nic łatwiejszego i bezpieczniejszego niż opublikować książkę u absolutnego lidera.

A która z platform self-publishingowych jest liderem w Polsce? Na razie trudno powiedzieć – i to jest niestety pytanie, które będzie wstrzymywało autorów przed samodzielnym publikowaniem. Żadna z platform nie jest idealna.

Virtualo nie jest tak na dobrą sprawę serwisem self-publishingowym, ale wydawnictwem e-książkowym – nie daje autorom do dyspozycji panelu zarządzania, takiego jak KDP Amazona. Świetną sprawą jest natomiast możliwość pojawienia się w największej ofercie tytułów w Polsce – przez Virtualo dociera się do oferty Empiku. Teoretycznie istnieje więc możliwość pojawienia się na liście bestsellerów Empiku.

Poczytaj.to proponuje bardzo ciekawy sposób korzystania z serwisu i wygodne finansowanie zakupów (elektroniczny porftel), ale 50 autorów to za mało, żeby korzystać z serwisu w sposób nieprzerwany (czyli lojalny). Wydaje.pl ma mocny PR, ale książki są w jedynie w formacie pdf (a wydawało się, że ePub jest już standardem).

Właściwie, jeśli teraz chciałoby się publikować samodzielnie w Polsce, to albo wszędzie, albo nigdzie.

Co mam na myśli mówiąc o konsolidacji? Oczywiście Smashwords. Ten serwis dla self-publisherów ma “jedynie” 30 tysięcy książek w ofercie, ale podpisał umowy na ich dystrybucję w B&N, Kobo, Diesel, Sony, iBookstore i w Kindle Store (choć w tym ostatnim przypadku na razie system nie działa). Autor publikuje książkę raz i pojawia się ona w ofercie wszystkich dużych e-księgarń. Ma również możliwość zarządzania swoimi tytułami z tego jednego miejsca. Wygodne, prawda?

Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby taki serwis powstał w Polsce – oczywiście dający autorowi komplet funkcjonalności.

Przekonywać czytelnika do książek wydanych samodzielnie

Potężne wyzwanie. Self-publishing to zjawisko w Polsce nowe. Prawdopodobnie większość czytelników taki rodzaj publikowania, bez względu na to jak szumnie się nazywa, uzna za przejaw głębokiej grafomanii – jeśli nie chciało wydawnictwo Znak, to znaczy że książka nie jest dobra, ale autor się uparł i wydał ją sam, żeby jeszcze pogorszyć sprawę – w “tym e-booku, kto to w ogóle czyta”.

To się oczywiście zmieni, pytanie tylko – jak szybko. Można liczyć na to, że zwyczaje czytelnika będą ewoluowały i że nowoczesne, aktywne czytelnictwo wkrótce stanie się bardziej popularne.

Co mam na myśli mówiąc “nowoczesne, aktywne”? Internauta sam potrafi znaleźć interesujący go temat, wyrobić sobie opinię na podstawie opisu oraz komentarzy osób takich samych jak on użytkowników. Niekoniecznie potrzebna jest mu sugestia autorytetu/lidera z tradycyjnego medium – gazety, radia lub telewizji.

Jeśli taka aktywność odnosi się do książek, to internauta staje się czytelnikiem (nazywam go czytelnikiem 2.0). Taki czytelnik zamiast ograniczać się do rekomendacji z Newsweeka, poszukuje na własną rękę, eksperymentuje, daje szansę nowym autorom i tytułom. Jest to możliwe, bo za próbki e-książek nic nie płaci. Ma szansę zawęzić rejon poszukiwań i odkryć, że w gatunku literackim ogólnie uznanym za niszowy, jest bardzo wiele ciekawych i wartych kupienia książek.

Oczywiście dobry przykład czyni cuda. Dobrze byłoby mieć taki przykład. Ale nie polską Amandę Hocking, raczej polskiego Setha Godina – to musi być ktoś znany. Parę miesięcy temu zrezygnował z tradycyjnego publikowania książek (przez pośredników) i było o tym bardzo głośno. Jego nowy projekt, Domino, przygotowany we współpracy z Amazonem, nabiera rumieńców. Książka ma kosztować dolara – i tu znowu strzał poniżej pasa wymierzony w tradycyjne pojmowanie książki. Czy coś co kosztuje jednego dolara lub jedną złotówkę (lub jeszcze gorzej – jest za darmo) może być dobre? Seth Godin jest wystarczająco znany i ceniony, by odpowiedź brzmiała “tak”.

Swoją drogą to bardzo dziwne, że polskie platformy self-publishingowe nie starają się wyposażyć dziennikarzy w przykłady sukcesów, takie jak Godin czy J.A. Konrath. Poinformowanie, że w Kindle Store jest 700 tysięcy tytułów (choć jest 800 tysięcy), z błędną sugestią, że wszystkie pochodzą od self-publisherów, to nie jest dobry kierunek.

Przekonywać czytelników do e-książki

Specjalnie rozdzieliłem przekonywanie czytelnika na dwa poziomy. Przekonywanie do self-publisherów to jedna rzecz, do e-książki – druga. Łatwiej byłoby przekonać do książki wydanej samodzielnie na papierze, lub odwrotnie: do e-książki bestsellerowego autora. Tu mamy dwie przeszkody naraz.

Wszyscy uczestnicy rynku e-książki – teraz również platformy self-publishingowe – powinni wspólnie starać się przekonywać do e-czytelnictwa – i to umiejętnie, a nie w tonie ofensywno-rewolucyjnym. Nie wystarczy poinformować na Facebooku, że jest nowa świetna powieść w ofercie i że kosztuje jedynie 9,99 zł.

Za przekonanych do e-czytelnictwa można uznać kilkadziesiąt tysięcy osób, będących właścicielami e-czytników. W USA jest ich kilkanaście milionów.

Przekonywać autorów do samodzielnego publikowania

Tu akurat przykład Amandy Hocking mocno by zadziałał. Napisała kilka książek, wydała je w sposób najprostszy z możliwych, bez wikłania się w drukarnie, magazyny, papier i dostawy. Efekt? Tylko w styczniu sprzedała 450 tysięcy książek i w ciągu kilku miesięcy ma szansę znaleźć się w ekskluzywnym gronie Kindle Million Club, czyli autorów, którzy sprzedali w Amazonie więcej niż milion książek w formie elektronicznej.

W USA nie jest wstydem wydać książkę w postaci elektronicznej – w Polsce póki co jeszcze tak.

Nasi autorzy, i ci z dorobkiem i ci bez, muszą pozbyć się przeświadczenia, że wydając e-książkę, przyznają się do porażki. Muszą pozbyć się również próżności, która każe im widzieć każdego ranka ich własną książkę na okazałej półce w Empiku lub wyobrażać sobie te niezapomniane rozmowy ze znajomymi, w których w końcu, wreszcie, po trzecim piwie, sytuacja pozwoli powiedzieć “wiecie, bo mój wydawca”.

Potrzebna jest wiedza o tym, jak i gdzie samodzielnie publikować książki oraz dlaczego warto to robić. Bardzo bym chciał, żeby nie były to głosy pojedynczych blogerów czy wydawnictw stawiających na e-książki. Potrzebny jest chór, by wydobyć skalę możliwości.

Bo self-publishing to zjawisko opierające się na wielkiej skali. To prawda, że większość książek nie jest najlepszej jakości – z tym że paradoksalnie wśród kilkuset tysięcy łatwiej odnaleźć prawdziwą perłę niż wśród kilkuset.

Share

Comment

Let's get in touch on Twitter or Facebook.