Pisarzu, zostań indie [4] Dlaczego warto

indie independent writer, pisarz niezależny. Samodzielnie wydaje i promuje swoje książki. Działa poza głównym nurtem wydawniczym, wykorzystuje Internet, by bezpośrednio dotrzeć do swoich czytelników. Ruch indie nie byłby możliwy bez rozwoju e-książki i platform umożliwiających samodzielne publikowanie.

Po przeczytaniu poprzedniego odcinka można dojść do wniosku: “no tak, wszystko ładnie, indie to, indie tamto. Mam się zaharować na śmierć, niech będzie, tylko ile z tego będę mieć?”. Wiadomo, że prędzej czy później każdy zadaje sobie pytanie o pieniądze. Mogę ci powiedzieć, że w wersji “małżeństwo z wydawcą”, jako nieznany pisarz nie masz co liczyć na dużą zaliczkę przed ukończeniem książki. Możesz natomiast liczyć na przygody tego rodzaju.

Wielu twórczych ludzi, po zadaniu sobie pytania “czy można na tym zarobić”, często rezygnuje z wysiłku, uznając, że jest nieopłacalny. Po co wyrywać sobie parę wieczornych godzin na promowanie książki, skoro sprzedało się dopiero czternaście egzemplarzy, a minęły już trzy tygodnie!

Ja mam odmienne podejście. Chcę po sobie coś zostawić – jak nie zostanie w ludzkich umysłach, to przynajmniej na serwerach Google. Najpierw z siebie trzeba dać, żeby potem z tego coś mieć.

Jeśli nie chodzi ci tylko i wyłącznie o pieniądze, lub nie chodzi o nie w pierwszej kolejności, przeczytaj listę korzyści, jakie odniesiesz zostając niezależnym pisarzem.

Zdobędziesz wiedzę o rynku

W czasach rodzącego się self-publishingu brak wiedzy o rynku wydawniczym to poważny błąd. Pisarz podłączony do wydawcy zdobywa ją wolniej lub nie zdobywa wcale. Po pierwsze specjalnie dużej wiedzy posiadać nie musi, bo ma go w tym przecież wyręczyć wydawca. Po drugie, nawet jeśli coś do niego dotrze, będzie to obciążone punktem widzenia wydawcy. Po trzecie wreszcie: taki pisarz uczy się przestarzałych zasad funkcjonowania rynku, które w skrócie można określić w ten sposób: wydawca-dystrybutor i cała reszta.

Czasy web 2.0, self-publishingu i pisarzy/wydawców niezależnych wymuszają szereg zmian na rynku wydawniczym. Zmierzamy w kierunku modelu: autor-czytelnik i cała reszta.

Lepiej uczyć się tego, co już ma na ciebie wpływ, niż tego, co wpływ ma jeszcze. Jako autor zdobędziesz podstawową wiedzą o tym, co dla ciebie, a nie wydawcy, jest najważniejsze. Warto pamiętać, że realia zmieniają się w coraz szybszym tempie. Takie zwykle trzymanie ręki na pulsie to dobra rzecz.

Powiększysz dorobek

W świecie 1.0 dorobkiem jest recenzja w Newsweeku, notka o książce w katalogu Empiku, nominacja do środowiskowej nagrody literackiej. W świecie 2.0 dorobkiem jest recenzja znanego blogera, komentarze w serwisie książkowym, liczba pobrań darmowego fragmentu czy liczba fanów na Facebooku.

Musimy zdać sobie sprawę z tego, że Internet daje użytkownikowi mnóstwo narzędzi powiadamiania świata o swoich preferencjach i wyborach. Świat analogowy opierał się na rekomendacjach nielicznych – dziennikarzy, krytyków. Świat cyfrowy opiera się na sumie i skali rekomendacji wielu użytkowników.

Wróćmy teraz do tego, o czym pisałem wcześniej: wydawca woli twórców z dorobkiem. Wyobraź sobie dwie sytuacje:

1 :. Wysyłasz książkę do recenzenta lub wydawcy – jedynie z twoim opisem
2 :. Wysyłasz tę samą książkę – z opisem, informacją, że została pobrana kilka tysięcy razy i opiniami czytelników.

Jak myślisz, która wersja ma większe szanse wzbudzić zainteresowanie? Do tej pory moje książki zostały pobrane z rożnych serwisów ponad 25 tysięcy razy. Całkiem nieźle, jeśli weźmie się pod uwagę, że są to opowiadania, o których jeszcze trzy lata temu jedno z wydawnictw odpisywało w mailu “nikt teraz nie czyta opowiadań”.

Poznasz czytelnika

“Napisz kryminał plus mroczne uliczki, no powiedzmy Przemyśla, ludzie to kupią” – taka wiedza o czytelniku przekazana przez wydawcę to stanowczo za mało.

Jako pisarz niezależny, będący w kontakcie z czytelnikami książki na każdym etapie jej istnienia, możesz poznać ich opinie bezpośrednio, nie wrzucone do żadnej maszyny generującej wynik statystyczny. Już sam fakt, że w czynny sposób poszukujesz wiedzy o wszystkim, co związane jest z twoją książką, spowoduje przypływ opinii – zupełnie przeciwnie niż gdybyś zamknął się na odludziu i pisał tak, jak każe ci serce i wydawca.

Jestem pewien, że prędzej czy później dojdziesz do wniosku, żeby zacząć angażować czytelników w proces powstawania książki. Opublikujesz na blogu rozdział z prośbą o ocenę. Stworzysz na Facebooku ankietę, w której twoi znajomi będą mogli zdecydować, która wersja okładki jest lepsza. Zorganizujesz konkurs na najlepszy tytuł.

Wyobraź sobie teraz, że masz napisać notkę o książce. O ile łatwiej będzie to zrobić wiedząc, co jest ważne dla czytelników bloga, którzy zapoznali się z jej darmowymi fragmentami.

Będziesz lepiej radzić sobie z krytyką

Bezpośredni kontakt z odbiorcą bywa rujnujący. Celowo nie napisałem “czytelnikiem”, bo trzeba przyjąć założenie, że twoja aktywność w Internecie będzie spotykała się z aktywnością ludzi, którzy nigdy nie będą mieli zamiaru przeczytać twojej książki, za to mają akurat komuś ochotę dokopać, a najłatwiej zrobić to w komentarzach jako anonim.

Niektóre opinie będą zachęcały do dalszej pracy. Niektóre przeciwnie. Oczywiście te drugie pomogą znacznie bardziej – trzeba je tylko oswoić. Im częściej spotkasz się z krytycznymi uwagami, tym łatwiej będzie ci ocenić wartość każdej z nich. Odróżnić pusty przytyk od wartościowej wskazówki. Wiem, że ta część pracy będzie najtrudniejsza, sam ciągle nie radzę sobie z komentarzami, które jednym zdaniem burzą cały mój dorobek, ale takie jest właśnie życie 2.0. Lepiej już teraz się do niego przyzwyczajać.

W następnym artykule podzielę się radami jak wydać książkę i pozwolić czytelnikom odnaleźć ją w sieci.

Polecam również serię “Gdzie publikować” :. Amazon :. Smashwords :. Feedbooks :. Scribd

Share

Comment

Let's get in touch on Twitter or Facebook.