Pisarzu, zostań indie [2] Nie poszukuj wydawców

indie independent writer, pisarz niezależny. Samodzielnie wydaje i promuje swoje książki. Działa poza głównym nurtem wydawniczym, wykorzystuje Internet, by bezpośrednio dotrzeć do swoich czytelników. Ruch indie nie byłby możliwy bez rozwoju e-książki i platform umożliwiających samodzielne publikowanie.

W tej części cyklu chciałbym podać przyczyny, dla których poszukiwanie wydawców jest błędem.

Pisarze rozsyłają do agentów i wydawców tzw. query letters. W Internecie można znaleźć wiele porad, jak taką propozycję przygotować. W Polsce próby zwrócenia uwagi sprowadzają się do napisania krótszego lub dłuższego maila.

Przykład z własnego podwórka. Jako właściciel wydawnictwa Indigo, pod szyldem którego wydałem cztery tomy swoich opowiadań absurdalnych, bardzo często otrzymuję propozycje wydania książki. Korespondencja tego rodzaju jest bardzo intensywna, ale tylko niewielka część autorów zapoznała się z bardzo specyficznym profilem wydawnictwa, jakim jest literatura absurdu. Tak więc otrzymuję propozycje wydania powieści historycznych, poradników dla samotnych matek i tomików wierszy miłosnych. Ci, którzy zorientowali się że Indigo absurdem stoi, wykonali pewną pracę, fakt, i dodali w masowo wysyłanym mailu zdanie typu “też bardzo lubię absurd” – po czym dołączyli: powieść historyczną, poradnik dla samotnych matek i zbiorek wierszy miłosnych.

Wyczuwasz pogardliwą nutę? Bardzo dobrze, na tym mi najbardziej zależy. Chcę tylko powiedzieć, żeby nie liczyć na takich aroganckich jak ja panów z wydawnictwa, którzy reagują mieszanką obojętności (brak odpowiedzi lub autoresponder) i copy&paste (“dziękuję, ale mamy zamkniętą listę tytułów”).

Poniżej przedstawiam listę powodów, dla których poszukiwanie wydawnictwa to nie jest dobry trop. W skrócie: wydawcy stawiają na pewniaki i ograniczają ryzyko do minimum. Mają wiedzą o tym co się sprzedaje, niekoniecznie o tym, co może się sprzedawać.

:. Wydawcy nie mają czasu

Pamiętaj, że jesteś jednym z setek ludzi, którzy codziennie pukają do drzwi wydawnictw. To, czy zostaniesz zauważony jest w dużej mierze dziełem przypadku. Oczywiście najskuteczniej jest mieć w wydawnictwie wuja lub kumpla, wtedy sprawy szybko nabierają kolorów “Tańca z gwiazdami”. Ale gdybyś był w takiej sytuacji, to pewnie nie czytałbyś tego artykułu. Ludzie odpowiedzialni w wydawnictwie za poszukiwanie nowych twórców wolą wybrać łatwiejszą metodę niż mozolne czytanie każdego nadesłanego tekstu. Tu kluczem jest dorobek.

:. Wydawcy wolą twórców z dorobkiem

Poprzednia książka, która okazała się bestsellerem, nagroda w konkursie literackim, przychylna recenzja w renomowanym piśmie literackim, rekomendacja znanej osoby. Wydawcy najchętniej wybierają sprawdzone rozwiązania. Pisarz z dorobkiem jest o niebo lepszy niż pisarz bez dorobku. Jeśli na twoim koncie jest “jedynie” świetna powieść, to jest to stanowczo za mało. O tym, że powieść jest świetna wydawca nie wie, a czytać mu się nie chce, bo nie masz dorobku. Koło się zamyka – i jest to koło z rodzaju tych najbardziej absurdalnych.

:. Wydawcy wolą sprawdzone gatunki

Są dwa warianty rozwoju wypadków:

A. Masz własny styl, ulubioną tematykę, chcesz się ich trzymać. Przygotowałeś idealny według ciebie opis książki. Jako twórca masz oryginalne podejście i nowatorski styl. Hmmm, no tak, ale czy to chwyci – zastanawia się wydawca. Przecież ludzie najchętniej sięgają po to, co już dobrze znają. Może to i jest super i tak dalej, ale ryzyko jest za duże. Może za parę lat.

B. Piszesz “literaturę na podobieństwo”, czyli tworzysz powieści w stylu Krajewskiego lub połączenie Kalicińskiej z Masłowską. Sam z własnej woli wrzucasz siebie do szuflady, oznaczonej plakietką “tu są pieniądze”. Trop może i racjonalny, ale już pewnie na etapie tworzenia koncepcji książki musisz zrezygnować z oryginalności. Oczywiście twoje szanse wzrastają, może nawet o parę procent. Jedyna wątpliwość, jaką może mieć wydawca to: “no tak, on pisze jak Krajewski, ale Krajewskim to on nie jest, a ludzie Krajewskiego kupują i tylko Krajewskiego”.

Na koniec kilka przykładów.

1 :. Przeminęło z wiatrem Margaret Mitchell było odrzucane przez wydawców 38 razy (sic!).

2 :. Stephen King po trzydziestokrotnym odrzuceniu przez wydawców Carrie, wyrzucił powieść do kosza i pewnie nigdy byśmy jej nie przeczytali, gdyby nie jego żona Tabitha.

3 :. Dublińczycy Jamesa Joyce’a – 22 razy.

4 :. Jane Rowling miała więcej szczęścia – odeszła z kwitkiem pod nazwą Harry Potter jedynie osiem razy. Najbardziej irytuje mnie to, że pan w wydawnictwie, które w końcu powieść wydało, nazywa siebie “odkrywcą Jane Rowling”. To, że ktoś zrobił to, co było jego obowiązkiem, to nie powód, by przypisywać sobie cechy, jakich się nie posiada. Jane Rowling odkryła siebie sama. I musiała mieć dużo determinacji, by zostało to dostrzeżone przez wydawców.

Polecam również serię “Gdzie publikować” :. Amazon :. Smashwords :. Feedbooks :. Scribd

Share

Comment

Let's get in touch on Twitter or Facebook.